Przedzierając się przez gęstwinę niezliczonych technik..
Kategorie: Wszystkie | Biżuteria | Decoupage | Dzianina | Haft
RSS
niedziela, 27 stycznia 2013
Co łączy serce z piaskiem pustyni?

Co łączy serce z piaskiem pustyni? Srebro proszę Państwa, srebro! Brzmi nielogicznie, prawda? A jednak...

Mam do zagospodarowania kilka, dość dużych serduszek wykonanych z piasku pustyni. Jeśli ktoś zna ten kamyk, to zapewne wie jak on pięknie się mieni,  jak potrafi kusić osobę patrzącą, by wkraść się w jej łaski. Jak dla mnie, to magiczny kamień. Takaż sama wydaje się być wykonana z niego biżuteria. Pięknie by korespondował z elementami złotymi, ale póki co, posiadam tylko srebro. Zatem serduszko otrzyma srebrną zawieszkę, łańcuszek i .... Walentynki nam nie straszne!

Komu serce, komu?

poniedziałek, 21 stycznia 2013
Zakochałam się!

Nie określę dokładnie kiedy. Sadzę, że ponad cztery lata temu. Jest to zapewne miłość od pierwszego wejrzenia.

Historia zaczęła się banalnie - imieniny, dużo gości... wśród nich koleżanka. Zwyczajowe życzenia, upominki, kwiaty. Jedna doniczka z rośliną, której widok powalił mnie na kolana. Nie mogę wstać do dziś. Była to hybryda (nieoznaczona) białej Phalaenopsis, która kwitła rekordowo długo - koło półtora roku. Myślę, że to była miłość z wzajemnością. Nie rozstałyśmy się, wręcz przeciwnie.

Dziś mam  w mieszkaniu ponad 30 storczyków, różnych gatunków. Przeważają jednak Phalaenopsisy, te kocham najbardziej. Cieszą oczy i serce, zachwycają swymi kolorami. Kwiaty mają białe, żółte, różowe, fioletowe, bordowe, nawet niebieskie (nie mylić z farbowanymi, tych nie uznaję). Nie wszystkie kwitły u mnie, jest trochę "zieleninki". Z niecierpliwością czekam na pierwsze ich kwitnienie, a one uczą wytrwałości, czasami nawet pokory. Ale kiedy pojawiają się pierwsze pąki, serce wali jak oszalałe, czuje się motyle w brzuchu. Czyż to nie miłość?

15:49, fi-janka
Link Komentarze (2) »
środa, 16 stycznia 2013
Poinsettie przekwitają

... przynajmniej te w moim domu. Po zakupie zapoznaję się z warunkami uprawy, nawet staram się zapewnić im optymalne warunki. Ale jak to często w życiu bywa - teoria teorią, a z praktyką różnie bywa. W efekcie mojej "pielęgnacji" roślinom opadają liście, stają się mało atrakcyjne. Ktoś powiedział "nie żałuj, przecież to roślina sezonowa, za rok kupisz następną". A mnie zwyczajnie ich szkoda wyrzucić. Postanowiłam, że nawet kiedy będą zieleninką pozostaną u mnie dopóki same nie zdecydują się odejść. Bo.... bo po prostu bardzo je lubię.

Tak bardzo je lubię, że często wykorzystuję motyw poinsetti w moich pracach decoupage. Najczęściej tym motywem ozdabiam szkło. Przez lata ozdobiłam kilka kieliszków, pucharków i wazoników, przez co przybrały postać lampionów. Moi znajomi wykorzystują je do bożonarodzeniowych dekoracji. Tak, tak, znajomi, gdyż dla autorki nie pozostawiono nawet jednego, bo "Ty sobie jeszcze zrobisz"!

 

 

Bombka też nie zdobi mojej choinki...

... i nie żałuję, wręcz przeciwnie. Ogromnie cieszę się, że jest ktoś, komu się to podoba. Z taką świadomością, pewnie jeszcze kilka wyrobów poczynię pod koniec roku.

środa, 26 grudnia 2012
Wyklejanki na szkle

Pamiętam wyklejanki z lekcji plastyki. Zawsze sprawiały mi dużo przyjemności. Po latach wróciłam do tej formy plastycznej. Materiały stosuję co prawda inne, ale technika podobna. Ileż frajdy mam przy wyrywaniu wybranych motywów z papieru ryżowego, bawię się jak dziecko. Potem przyklejam dekorację na szkło, pozostałe wolne miejsca uzupełniam papierem jednolitym w kolorze tła na jakim wydrukowano motyw, kilka warstw lakieru (a w zasadzie preparatu o składzie 3 w 1 - czyli podkład, klej, lakier). Jeszcze tylko świeca do środka i można uprzyjemnić sobie np. długie zimowe wieczory.  Efekt na załączonej fotografii.

Lampiony z bluszczem wykonałam naklejając na kieliszki papier ryżowy, a następnie elementy wycięte z serwetki śniadaniowej. Tym samym uratowałam kieliszki przed wyrzuceniem na śmietnik. Może jeszcze znajdą adresata, ciesząc jego oczy.

 

poniedziałek, 09 kwietnia 2012
W zimowym klimacie

Zima ostatnio o sobie przypomniała. Ale ja nie o tym. Chociaż temat bliski ze względu na kolor i rodzaj robótek. Z początkiem roku skupiłam się na wykonaniu cienkiej chusty dla młodej osóbki. Chustę wykonałam z niecałego motka włóczki Zephir, wzorując się na chuście Zdzid.

Początkowo miałam pomysł, aby projekt był prawie identyczny, bo pomijając rodzaj, grubość i kolor włóczki. Jednak podczas realizacji zadania zapadła decyzja, że cała chusta będzie wykonana wzorem w romby. Tak też zrobiłam. Po wypraniu i zblokowaniu okazała się taka bez wyrazu. Zatem dodałam bordiurę (nie wiem jak nazywa się ten wzór, ale dawniej robiłam nim swetry, tak ładnie układały się pasy i dół układał się w ząbki).

Z całości nie bardzo jestem zadowolona, jakoś nie przekonałam się do tej włóczki.

Chusta prezentuje się tak:

Na drutach mam jeszcze jedną cienką nitkę, tym razem powstaje szeroki szal dla mojej koleżanki. Zapewne rozpoznajecie wzór. Na wielu blogach widziałam szale, bluzeczki, tudzież inne projekty nim wykonane. 

Oba wzory nie należą do skomplikowanych. Nauczyła mnie ich przed laty moja mama. Ją zapewne też ktoś nauczył, bowiem nie pamiętam, aby wówczas zaglądano w tym celu do książek.

Szkoda, że tak niewiele z tych nauk zapamiętałam. A może inaczej… Na dawne moje potrzeby ta wiedza wystarczała. Dziś jest totalne „wzorowe” szaleństwo, toteż ciągle nabywam nowe pomoce naukowe. Oby jeszcze czas dał się rozciągać w nieskończoność…



niedziela, 15 stycznia 2012
Zima nadeszła

Uwielbiam zimę! Białe płatki śniegu leniwie osypujące się na ziemię, tworzące puszystą kołderkę rozścielającą się za moimi oknami. Szron, który ma niezwykłą moc bielenia wszystkiego wokół. Mróz, który sprawia, że śnieg skrzypi pod butami, a niekiedy bawi się w artystę malując mi szyby. Powietrze czyste, rześkie. Ostre promienie słońca.

W oczekiwaniu na nadejście prawdziwej zimy, zrobiłam sobie jej namiastkę.

Zima właśnie nadeszła. Jednak tym razem nie cieszy. Docierające z mediów informacje: cofka z Bałtyku, podtopienia w okolicach Elbląga i w innych rejonach kraju, zamieć, gołoledź - nie nastrajają pozytywnie. Ja nie jestem pewnie zagrożona. Serce jednak boli, kiedy widzę ludzkie zmagania z żywiołem, a bezpośrednio (z przyczyn niezależnych ode mnie) pomóc nie mogę. Pomagam zatem pośrednio, w miarę możliwości, uczestnicząc w akcjach na rzecz poszkodowanych.

niedziela, 08 stycznia 2012
Dawno, dawno temu...

Roczek minął od mojego pierwszego (i jedynego posta). Dziś doszłam do prostego wniosku: w głowie rodzi się mnóstwo pomysłów, jeszcze więcej podsuwa sieć. Pomysł chciałoby się szybko przełożyć na działanie i wkrótce cieszyć się z efektów. Tu rodzi się pytanie - podzielić się radością   z innymi? Bo niby taka, między innymi, myśl mi przyświecała przy zakładaniu bloga. I kolejne - czy warto? Przecież kilkaset, a może kilka tysięcy osób już dawno ma na swoim koncie takie "dzieła". I w kolejce następne pytanie - czy to co wykonałam jest na tyle dobre (o perfekcyjnym nawet nie śmiem marzyć) by zawracać innym głowę? Musiało upłynąć wiele czasu nim się w końcu przełamałam. Póki co, piszę dla siebie, znajomych i bliskich. Jeśli moje prace spodobają się szerszemu gronu, z przyjemnością przedstawię tutaj kolejne.

Dziś zaprezentuję maleńką próbkę tego co zawładnęło dawno temu moim umysłem i rękoma.

 
Zagospodarowałam ku uciesze rodziny i znajomych, zalegającą w domu organzę.

Metodą decoupage ozdobiłam cudem ocalone od stłuczenia kieliszki.

 

Jak widać nie pozostałam też obojętna urokowi gęsich wydmuszek (moje pierwsze pisanki).



czwartek, 30 grudnia 2010
Od czegoś trzeba zacząć...

Zaczynam więc od podziękowań:

- dziękuję JAGODZIE, od której złapałam infekcję zwaną „wyrobem biżuterii”;

- dziękuję DAGNY, której blog jako pierwszy ukazał się moim oczom podczas próby przeglądania blogów robótkowych, od której zaraziłam się dzierganiem chust ( i nie tylko);

- dziękuję również ANI, znanej w sieci jako „ania9965”,  którą wielokrotnie wykorzystałam jako zaopatrzeniowca;

- wreszcie dziękuję EWIE, redaktor naczelnej pisma ukazującego się na Mazurach, która stanowczo podkreśliła, iż powinnam podzielić się swoimi wyrobami z innymi.

Te cztery cudowne istoty zawsze będę przywoływać w pamięci, ilekroć zasiądę do moich robótek, teraz też dokonując wpisów na blogu.

Poniżej – skrócona fotograficzna dokumentacja moich dotychczasowych robótkowych eksperymentów.

próbki prac

23:11, fi-janka
Link Dodaj komentarz »
1 , 2
 

Licznik odwiedzin

monitoring pozycji

Wygląd blogu zawdzięczam: